]

                                                                                                                       


  • 58 - Mitologia japońska cz. 2 24.11.2009 :: 18:22

    Comment (1)

    ***************************
    Zaginiona panna młoda

    Kobieta w zwiewnym, pięknie zdobionym, wykonanym z najlepszego jedwabiu furisade spoglądała na klęczącą przed nią w błagalnym geście uboga kobietę. W jej wzroku widać było spokój jak i współczucie dla przy byłej, bo znała powód jej wizyty choć ta nie zdążyła wspomnieć jej o nim jednym słowem. We wzroku kobiety w pięknym kimonie było jeszcze coś więcej niż owe uczucia- była to duma, jaką miała prawo się  obnosić będąc kapłanką. Choć serce jej było czyste to jednak z radością przyjmowała wszelki honory jakimi ją obdarzano.

     Postacie obydwu niewiast oświetlał blady blask stojącej na stoliku latarenki. Uboższa kobieta nadal nie podnosząc twarzy do ziemi tkwiła w bezruchu raz po raz szlochając.

    -No, śmiało wyjaw mi powód swej wizyty, a postaram ci się pomóc najlepiej jak tylko umiem.

    -O pani!- westchnęła kobieta znosząc się większym szlochem- wielkie nieszczęście mnie spotkało…A właściwie moją córkę…Widzisz pani niebawem miała ona poślubić pewnego młodego człowieka z sąsiedniej wsi. Kiedy wędrowaliśmy orszakiem weselnym do jego domu znikąd pojawiła się czarna chmura, która okryła postać mej córki. Gdy wreszcie zniknęła rozpływając się w powietrzu, wraz z nią zniknęła moja córka. Oddaliłam się przeto od orszaku i zaczęłam poszukiwać mej ukochanej córki… By mieć ją znów przy sobie, przytulić do matczynego serca i w końcu oddać temu kogo pokochało jej serce, by razem żyli  w szczęściu i zdrowiu…Dotarłszy tutaj w to odludne miejsce postanowiłam zajrzeć do twej świątyni w nadziei na schronienie i pomoc w odnalezieniu córki…O ile oczywiście będzie to możliwe….

    Kapłanka długo nie odzywała się i w ciszy jaka zapadła pomiędzy nimi przyglądała się nieszczęsnej. Poruszyła ją historia o miłości i poświęceniu matki dla swej ukochanej córki, dlatego też nie zawahała się jej pomóc. Spokojnym głosem nakazała jej wstać, otarła delikatnymi dłońmi łzy z jej policzków i rzekła:

    -Twoja córka została porwana przez oni (diabły) i uwięziona w zamku na drugim brzegu rzeki który zamieszkują…

    Na te słowa po twarzy kobiety znów popłynęły łzy.

    -Nie rozpaczaj jednak- kapłanka kontynuowała- Pomogę ci ją uratować. Jedyne co musisz robić to stosować się do moich rad. Przede wszystkim musisz udać się od owego zamku, odszukać ją i wyprowadzić ją z niego. Nie będzie to łatwe. Cały czas musisz być dzielna i ostrożna- wystarczy tylko jedna niewłaściwie podjęta decyzja, chwila nieuwagi a stracić możesz nie tylko siebie lecz poprowadzić na zgubę także i siebie. Zamku o którym mówimy strzegą dwa potężne psy. Możesz przejść obok nich tylko wtedy gdy śpią.



    Był już ranek. Czując na swej twarzy ciepło promieni słonecznych kobieta zbudziła się. Natychmiast wtedy spostrzegła, że leży na trawie pośród dzikiej łąki, zamiast na miękkiej macie  w przytulnym pokoiku niewielkiej świątyni. Po drewnianej budowli, ani kapłance nie było śladu. Zdawać się mogło by, że były tylko snem zmęczonej i zrozpaczonej kobiety.  Ale czy tak być miało na pewno? Czy był to tylko sen? Czy oznaczać to miało, że kobieta nigdy nie spotkała owej kapłani? A jeśli tak, to przecież słowa jej były tylko senną marą, nic nie znaczącą w realnym świecie. Ale bez nich kobieta nie znała sposobu by uratować córkę. Musiała im zaufać.

     Postąpiła tak jak poleciła jej kapłanka. Udała się nad rzekę i przeprawiwszy się przez nią dotarła w okolice zamku. Dostrzegła przy nim owe wielkie psy, które teraz spały- mogła zatem iść odważnie przed siebie i odszukać córkę.

    Znalazła ją w jednej z zamkowych komnat siedzącej przy krosnach, tkającą i tęsknym głosem śpiewając piosenki, których nauczyła ją matka. Gdy ta zdradziła swą obecność obie ze łzami w oczach padły sobie w ramiona. Czułe powitanie trwało długo, lecz musiało zostać przerwane, podobnie jak odłożona zostać musiała próba ucieczki. Oto bowiem słychać było jak do komnaty zbliżali się porywacze- oni. Dziewczyna poleciła matce skryć się w skrzyni, a sama na powrót zasiadła przy krosnach.

    -Wiem, że prócz ciebie w tym pałacu znajduje się jeszcze jakiś człowiek!- ryknął przywódca.

    -Bzdury- parsknęła dziewczyna.

    -Żadne bzdury, lecz prawda! Ja wiem, że jest tu jeszcze jedna istota ludzka!

    -Niby w jaki sposób? Widziałeś ją? Słyszałeś? Wyczułeś jej zapach?

    -Nie. Magiczne drzewo rosnące na dziedzińcu wypuszcza nowy pęd gdy na zamku pojawi się człowiek. Rozkwitły dwa, a powinien być jeden….

    -To dla tego, że jestem przy nadziei…-natychmiast skłamała bystra dziewczyna- Nie chciałam wam tego mówić, ale prócz mnie znajduje się tu moje nienarodzone jeszcze dziecko…

     Dla oni to tłumaczenie było wystarczające. Zostawiwszy dziewczynę sama udali się na ucztę suto zakrapianą alkoholem. Gdy każdego zmógł już sen nadarzyła się okazja ku temu by uciec. Matka i córka skorzystały z niej i bez większych przeszkód opuściły zamek. Miało już świtać gdy dotarły nad brzeg rzeki zastanawiając się nad sposobem, który miał im pomóc bezpiecznie wrócić do domu. Wtem pojawiła się kapłanka ponownie niosąc pomoc.  Ofiarowała im niewielką łódkę po czym znów zniknęła.







  • Zaloguj się

    E-mail


    OnetHasło







    Objaśnienia 
    Loguj się bezpiecznie  Zapomniałem hasła


    Gdy kobiety były w połowie drogi do drugiego brzegu zjawili się zbudzeni oni, którzy obudzeni spostrzegli   nieobecność dziewczyny. By uniemożliwić ucieczkę zaczęły wypijać wodę z rzeki, aż w końcu łódka osiadła na mieliźnie. Gdy sytuacja stała się beznadziejna i oni już zbliżali się do przerażonych kobiet z pomocą znów przybyła  kapłanka.

    -Rozbierzcie się!- poleciła. Matka i córka popatrzyły na nią z niedowierzaniem.

    -To nie czas i miejsce na wstydliwość! Jeżeli chcecie ocalić siebie róbcie co każę!

    Matka nie zastanawiając się dłużej zsunęła z siebie swoje kimono. Córka zlana dziewiczym rumieńcem spoglądała to na nią to na zbliżających się potworów nadal zwlekała. Odwróciła się w stronę tajemniczej kapłani chcąc być może coś jej powiedzieć lub zapytać- jej jednak już nie było. Ponaglana przez matkę postanowiła zaufać słowom tej, która im już przyszła z pomocą i rozsunęła swe kimono. Gdy ostatni rąbek materiału zetknął się z ziemią rozległ się gromki, rubaszny rechot rozradowanych stworów, które przystanęły napawając się widokiem nagich kobiet. Pod wpływem owego śmiechu połknięta przez nich woda wypływające teraz z ich ust zaczęła na powrót napełniać koryto rzeki. W końcu poziom wody był na tyle wyskoki, że obie kobiety były w stanie  dopłynąć na swój brzeg.

     Gdy stopy obydwu kobiet dopchnęły suchego lądu po raz kolejny objawiła się przed nimi kapłanka. Matka i córka padły na nią na znak.

    -Jak ci mamy dziękować, o pani?! Pomogłaś mi odnaleźć nie tylko córkę, lecz także kilkakrotnie pomogłaś nam wydostać się cało z opresji….Gdy nie ty kto wie jak potoczyłaby się ta cała historia…

    -Wstańcie!- rzekła spokojnym, melodyjnym głosem kobieta. Na jej pięknej twarzy widać było uśmiech, który tak pięknie malował się w promieniach porannego słońca.

    -Cieszę się, że potrafiłam wam pomóc i zaufałyście mi. Widzisz moja droga: poruszyła mnie twoja determinacja, miłość i oddanie do własnej córki. Nie mogłam pozostać obojętna wobec błagania tak czystego serca. Dlatego też cieszę się, że historia ta będzie mieć szczęśliwe zakończenie. Nie oczekuję od was niczego innego poza tym o co was teraz poproszę. Jako dowód waszej wdzięczności proszę was abyście odnalazły mój posąg i co rok stawiały nowy, tak aby ten pierwszy nigdy już nie stał samotny….

    Nie czekając na odpowiedź obydwu kobiet kapłanka skłoniła się im w geście pozdrowienia i rozpłynęła.

    Obydwie bohaterki powróciły do wioski, gdzie zostały powitane z nieskrywaną radością. Niebawem i tym razem bez przeszkód odbył się ślub „porwanej” panny młodej. Obydwie kobiety jakiś czas potem odnalazły samotnie stojący posąg i dopełniając raz złożonej obietnicy co rok stawiały obok niego nowy.I nigdy już młoda kapłanka nie była sama.

    Dlaczego ludzie żyją krótko?

    Wszystko
    zaczęło się od tego jak bogini Amaterasu (najważniejsza w panteonie
    niebiańskim) powierzyła swemu wnukowi Niningiemu zstąpienie na Ziemię
    (dokładnie na tereny dzisiejszej Japonii) i podporządkować ją władzy
    niebiańskich bogów.  Zanim zstąpił na Ziemie
    wysłano nań przed nim kliku innych bogów, których zadaniem było
    przygotowanie ziemskiego padołu na przybicie boskiego wnuka. Polegało
    to na podporządkowaniu sobie pomniejszych bogów, a także całkowite
    unicestwienie lub przepędzenie złych duchów. Niningi miał potem zstąpić
    na Ziemię i dokończyć misję zaprowadzając dalszy pokój i harmonię. Tak
    więc przed nim na Ziemię zstąpili kolejno: Amanohohi, który wkrótce po
    podjęciu misji gdzieś przepadł. Za nim wysłano jego syna
    Mikumanoushiego, po którym także słuch przepadł. Później okazało się,
    że obydwaj posłańcy porzucili swą misję i wiedli spokojne życie w
    nowej, gościnnej dla nich krainie.

    Wysłano
    zatem kolejnego posłańca Amewakahiko, lecz i ten stanąwszy na ziemi
    zapomniał o celu swego przybycia. Co więcej- po ślubie ziemską
    księżniczką zamarzyło mu się przejecie władzy nad światem tylko dla
    siebie. Lecz jego zdrada ostatecznie została pomszczona….

     

    Po
    kilku jeszcze innych perypetiach świat był w końcu wystarczająco gotowy
    by przyjąć na siebie boskiego wnuka. Ten wyruszywszy ze swą drużyną
    dokonał wielu znaczący czynów i przeżył kilka ciekawych przygód, a jego
    potomek (wnuk) Jimmu został przodkiem wszystkich cesarzy Japonii.

    Niemniej jednak z Niningim wiąże się pewna przypowieść tłumacząca to dlaczego żywot ludzki jest tak krótki.

     

    Zyskawszy władzę nad przylądkiem  Kasasa Niningi spędził na nim jakiś czas podczas, którego poznał pewną piękną ,wyjątkową  dziewczynę
    o wdzięcznym imieniu: Konohanasakuyahime( Księżniczka Powodująca, że
    Kwiaty Kwitną na Drzewach). Młodzi zapałali do siebie łebskim i
    szczerym uczuciem, które znalazło przychylność u ojca dziewczyny (boga
    i zarazem dawnego władcy Kasasy). Przyszły zięć tak bardzo mu przypadł
    do gusty, że dał mu nie jedną, a dwie córki. Drugą narzeczoną była
    Iwanagahime (Księżniczka Trwała jak Skały). Różniło ją jednak od
    siostry to, że była dość brzydkawa. Dlatego też Niningi zdecydował sie
    odesłać ją ojcu z powrotem. Zrozpaczona i upokorzona dziewczyna rzuciła
    kątowe na Niningiego, Konohanasakuyahime i ich potomków czyli ludzi:

     

    „Gdybyś
    mnie poślubił potomstwo nasze stałoby się długowieczne jak skały. Ale
    skoro mnie odrzucasz to potomstwo twoje stanie się tak nietrwałe jak
    kwiaty kwitnące na drzewach”.

     

     

    Na koniec jeszcze jedna anegdotka z życia Niningiego.

     

    Niestety
    szczęście nie było pisane młodej parze. Czekała je bowiem spora próba.
    Nocy zaraz po ślubie Konohanasakuyahime zaszła w ciążę. Niningi nie
    chciał zatem zbytnio wierzyć, że dziecko które nosiła w sobie jego żona
    należy do niego. Żona chcąc dowieść swej niewinności postanowiła poddać
    się próbie ognia. Jeśli dziecko/ dzieci faktycznie miały należeć do
    boskiego wnuka nic nie maiło im się stać. Jeśli jednak nie były jego-
    miały spłonąć.  Gdy nadszedł czas porodu
    rozpaliła pod sobą ognisko. Z płomieni narodziło się trzech/ czterech
    synów. Po narodzeniu ostatniego Sakuyahime wyszła z pod popiołów i
    zapytała czy teraz Niningi wierzy w jej niewinność. Ten odpowiedział:

     

     „Od
    początku byłem pewien, że to moje dzieci. Ponieważ jednak mogły powstać
    wątpliwości, wolałem wystawić je na próbę. Chciałem, żeby wszyscy
    wiedzieli, że to są moje dzieci i że bóstwu niebiańskiemu wystarczyła
    jedna noc by je spłodzić. Ponadto chciałęm pokazać światu, że ty sama
    posiadasz niezwykłą i cudowną godność, a nasze dzieci też odznaczają
    się szczególnymi właściwościami. I tylko z tych względów pozwoliłem
    sobie na szyderstwo. „ (tłum. J. Tubielewicz)



    KONIEC xD
     Jeszcze jedna część mitologi a potem obrazki :P

    Comment (1)




    |